
Uroczystością, która odbędzie się we wtorek 2 lutego w Bazylice św. Piotra, pod przewodnictwem Ojca Świętego Franciszka, zakończy się ten szczególny Rok poświęcony, z woli samego Papieża Franciszka, życiu konsekrowanemu. Długi rok, który trwał 14 miesięcy (rozpoczął się 30 listopada 2014 r.), który obfitował w różnorodne inicjatywy w Watykanie i w wielu częściach świata. Choć nie dysponujemy dokładnymi danymi, możemy wierzyć, że nie tylko w Rzymie, ale w każdym narodzie i chyba w każdej diecezji świata katolickiego istniała chęć uczczenia w jakiś sposób tego szczególnego „czasu łaski” dla osób konsekrowanych i całego ludu Bożego. Czy można już podjąć próbę choćby tymczasowej oceny? Czy możemy powiedzieć, że to, czego oczekiwał od tego Roku Papież Franciszek, przynajmniej w pewnym stopniu zostało osiągnięte? Z pewnością nie był to rok triumfalnych uroczystości. Choć pod wpływem wezwania papieża Franciszka, aby „spojrzeć na przeszłość z wdzięcznością”, ze wszystkich stron świata złożono wielkie i jednomyślne podziękowania Panu za ogromne dobro, jakie osoby konsekrowane wyświadczyły w ciągu minionych stuleci. Ale to chyba nie była nuta dominująca.
Pięćdziesiąt lat temu, na zakończenie Soboru Ekumenicznego Watykańskiego II, Paweł VI w imieniu biskupów całego świata, sporządzonymi w ciągu wielomiesięcznych prac dokumentami soborowymi, powierzył całemu Kościołowi zadanie bycia Samarytaninem „ludzkości”. Kościół „ekspert człowieczeństwa” słuchał sugestii Ducha Świętego w harmonii ze słuchaniem radości i cierpień całej ludzkości. Dokumenty soborowe są słowami dojrzałymi na fali zaangażowania duszpasterskiego, mającego na celu wyposażenie samego Kościoła, „Matki i Nauczycielki”, w skuteczne narzędzia do nadawania duszy czasowi i boskiej iskry dla chrześcijan zaangażowanych w budowanie zaplanowanego Królestwa przez Chrystus, którego obecność wśród nas urzeczywistniła się w Jego Zmartwychwstaniu.

We Florencji Dawid Michała Anioła jest uznanym symbolem piękna, choć obecnie tylko piękna estetycznego, umieszczonego w muzeum, poza jakimkolwiek kontekstem. Jest pięknie, nie ma co do tego wątpliwości. Ale on nie „mówi”. I pomyśleć, że narodził się jako symbol religijny. Dawid wyrzeźbiony przez Michała Anioła to biblijny Dawid, który pokonuje giganta Goliata, bo ma przy sobie Boga. Istotnie: w tym młodzieńcu, który powala wroga procą, jej autor widział Chrystusa, obrońcę każdego narodu, pełnię wszelkiego bohaterstwa zbiorowego, cel wszelkich pozytywnych dążeń indywidualnych.