Zatem w końcu – biorąc pod uwagę odbytą już długą podróż – dochodzimy do decydującego punktu, który jednak jest dopiero pierwszy, po którym nastąpi wiele innych: Bóg objawił się Abrahamowi, wyciągając go z ojczyzny i czyniąc zaczął odpowiadać na obietnicę i z wiarą Abraham „uwierzył”, odszedł, przeżył swoją przygodę jako patriarcha swego ludu, znany właśnie jako patriarcha obietnicy…
W ten sposób biblijna historia dotarła do Mojżesza, któremu objawiła się nowa Boża „obecność” na górze, co potwierdziło się i zaprosiło go do nowego dzieła: „Ja jestem z tobą!”, A teraz musisz uwolnić mój lud, czyli także i twoja, z niewoli egipskiej. Stulecia historii opowiedziane w ten sposób, na kilku stronach, które wyrażają świadomość obietnicy i prawdziwej podróży, której doświadczają ludzie tacy jak my...
W końcu, wciąż na górze, ten nowy Bóg, Jahwe, ukazuje się Mojżeszowi i przemawia. Mówi, ale Mojżesz nie widzi swego Boga, ale go słucha... Ta cecha jest fundamentalna: Bóg Izraela nie jest Bogiem, który się ukazuje, który daje się widzieć.

Na zakończenie tych rozważań na temat szóstego przykazania możemy zatem powiedzieć kilka bardzo prostych rzeczy. Po pierwsze, seksualność jest bardzo silnym impulsem występującym u każdego i dlatego należy ją dobrze przeżywać, ponieważ tę siłę należy dobrze skierować: nie chodzi zatem o zaprzeczanie jej lub tłumienie jej – to tylko pogorszyłoby sytuację – ale o włączenie go w kontekst życia w pełni ludzkiego, głębokich i emocjonalnych relacji, które nie są fałszywe i iluzoryczne. Krótko mówiąc, szóste przykazanie zachęca nas, abyśmy nauczyli się kochać, bo choć wszyscy jesteśmy do tego „naturalnie” zdolni, nie oznacza to, że zawsze nam się to udaje. W końcu trzeba powiedzieć, że miłość, jak każda inna rzeczywistość ludzka, wymaga odkupienia: i na tym właśnie polega głębokie znaczenie sakramentu małżeństwa, które ma na celu uwolnienie pary od dwuznaczności i wypaczeń, które zawsze mogą się pojawić w tym związku.

Powołanie jest tajemnicą łaski: nie jest łatwo opisać jej genezę i rozwój. Uznaję, że moje powołanie monastyczne ma swoje korzenie już w dzieciństwie, ponieważ zawsze czułem na sobie wzrok Boga i zawsze odczuwałem silne przyciąganie do Pana, do modlitwy i w ogóle do sacrum.
Zakonnice, które wówczas prowadziły sierociniec w moim mieście, przyjęły mnie na modlitwę w ich małej kaplicy i być może miały nadzieję, że pewnego dnia dołączę do ich rodziny zakonnej. To samo dotyczy sióstr z innego Instytutu, które służyły w szpitalach; ale byłem nastolatkiem i wciąż byłem zajęty nauką; nie czas jeszcze o tym myśleć.
Miałem około dwudziestu lat, kiedy moja dobra była nauczycielka w szkole podstawowej, którą nazywałem „matką chrzestną”, towarzyszyła mi do gabinetu seminarium diecezjalnego, aby przedstawić mnie księdzu, który poświęcił się szkoleniu seminarzystów i młodzieży Akcji Katolickiej .
«Posłuchaj, proszę, ta młoda kobieta – powiedział do niego – Ona ma coś w sobie...» i zostawił mnie samą ze sobą. Widząc moją nieśmiałość, zaczął uprzejmie zadawać mi pytania dotyczące mojej rodziny, środowiska życia i najintymniejszych pragnień mojego serca. W tamtym czasie wśród różnych młodych ludzi, którzy mnie otaczali, był jeden, którego polubiłem ze względu na jego matkę, wdowę, której bardzo cierpiał, prowadząc lekkomyślny tryb życia i zaniedbując studia uniwersyteckie. Kochałam go, ale moim zamiarem było tylko uczynienie go dobrym. Poza tym on sam nie miał odwagi składać wszystkim dziewczynom propozycji, które zwykle składał. Rzeczywiście prowadził notatnik, w którym zapisywał nazwiska tych, których „podbił”, przechwalając się, że wymienił ich już setkę! Po wielu latach dowiedziałem się o tajemnicy, którą zdradził przyjacielowi, który był zdziwiony, że nie próbował mnie uwieść: „Kiedy myślałem o jej zdobyciu, jakiś głos krzyknął do mnie: Nie dotykaj tego!” . Dziwne rzeczy, ale które z pewnością dzieją się pod boskim kierownictwem. Dlatego nie możemy się szczycić niczym innym, jak tylko bezinteresownością zbawienia dokonanego przez Boga.

W rozdziale 15 Księgi Rodzaju Bóg obiecuje Abrahamowi „nagrodę bardzo wielką” (werset 1). Abraham rozumie, że to właśnie było drogie jemu i jego żonie Sarze: nie tylko obietnica „ziemi”, ale przede wszystkim „potomka”.
Dialog Boga z Abrahamem, zgodnie z tradycją jahwistyczną, jest zawsze opisywany z oszczędną prostotą, ale nie pozbawiony dramatyzmu: «Panie Boże, co mi dasz? Wychodzę bez dzieci... Oto nie daliście mi potomstwa i jeden z moich sług będzie moim dziedzicem” (w. 2.3). W tym miejscu po raz pierwszy, jak zauważa Biblia Jerozolimska, Abraham wyraża swój niepokój, ponieważ Boże obietnice wydają się nieosiągalne, biorąc pod uwagę stan fizyczny Abrahama i jego żony Sary. Zatem Pan nie jest przerażony niepewnością Abrahama; wyprowadza go na zewnątrz, pod niebo pełne gwiazd i mówi do niego: «Spójrz w niebo i policz gwiazdy, jeśli potrafisz... i dodał: «Takie będzie twoje potomstwo»” (w. 5) .